01/2014
Szlakiem muszli

GRZEGORZ KACZOR :: 05.01.2014 10:07
Cz. 4 W Leon

Krok pierwszy, drugi, trzeci... Totalnie nic się nie dzieje. Otaczająca mnie fala ludzi w jednej chwili mnie porywa, zupełnie nie zdając sobie sprawy z mojego położenia. Leon przez ostatniczas wyrosło w mojej wyobraźni niemal do pozycji mitycznej. Pojawienie się w nim jest dla mnie jednocześnie końcem pewnego etapu jak i początkiem kolejnego. końcem planowania, kreowania kolejnych wizji. Zaczynam tym samym swą podróż, już tutaj, na miejscu. Czuję zapachy dotąd przywoływane usilnie w wyobraźni.

 

Oddając się kontemplacji omal nie przeoczyłęm tego, czego jak do tej porynajbardziej mi brakowało. Oto ona, odlana z brązu, niepozornie wylegująca się na chodniku - pierwsza muszla na moim Camino. Drogowskaz który przez następne tygodnie będzie dla mnie znakiem nadziei i wyczekiwania. Czy zatem można ją nazwać na swój sposóbprzeklętą? Życie pokaże że wszystko jest możliwe a św. Jakub uświadomi że rzeczy materialne są tylko pozornie takie jakimi je dostrzegamy.

 

Trakt po którym kierowały mnie muszle okazał się najkrótszą drogą z dworca kolejowego do centralnego punktu miasta - Katedry w Leon. Zanim jednak tam doszedłem, poddałem się urokowi tego królewskiego miasta. Pośpiech i brak czasu wydawały się pogodzić z tym że w tak zaczarowanych miejscach muszą ustąpić spokojowi ducha jak i ciała. Niewątpliwie klimat miasta kreują liczne ale i wielce gustowne kawiarenki umiejscowionena niemal każdej ulicy. Ten klimat zawsze kojarzył mi się z Hiszpanią, tak jak i kawa z mlekiem, paella czy bocadillo z niesamowicie pyszną oliwą.

 

Stojąc przed Katedrą naszym oczom ukazuje się niesamowicie piękny, misternie wykończony budynek, na którego powstanie składało się kilka pokoleń leończyków, kilka wojen i pokojów. Widać też tego efekty wśród budynków otaczających plac.

 

Oczywiście nie byłbym sobą gdybym nie wstąpił do jednego z licznie zgromadzonych na placu sklepów z pamiątkami. Zegar katedralny wybijał godzinę 21:00 a ja, nic sobie z tego nie robiąc, gromadziłem kolejne figórki, pocztówki, świecidełka. Wtem przyszło otrzeźwienie. Dotarło do mnie że jeśli przez kolejne dni będę gromadził tyle niepotrzebnego badziewia, pod koniec drogi (o ile w ogóle dojdę) w plecaku nie będę miał nic poza tymi właśnie błachostkami. Czy tak chcę stanąć oko w oko ze św. Jakubem?

 

Oddałem wszystko i skierowałem się do pierwszego albergue na mojej mapie. Gwar, śmiechy i śpiewy. To było to czego szukałem. Niestety, siostra zakonna poinformowała mnie że u niej już wszystko zajęte ale da mi odres zaprzyjaźnionego albergue. Dzielił mnie od niego dystans krótkiego spaceru. Paszport pielgrzyma - 2 euro, łóżko w pokoju 4-osobowym - 10 euro, świadomość że jest się pielgrzymem - BEZCENNA! Zasypiałem pełen podekscytowania ale i lęku, lecz teraz najważniejsze było to że jestem na dobrej drodze.

www.szlakiemmuszli.blogspot.com

 


Dodaj komentarz »

Szlakiem muszli

Autor: GRZEGORZ KACZOR
Ostatni wpis: 14.10.2014 21:45
Odwiedziny: 22624 (od 25.11.2013)