Camino de Santiago

Grzesiek i Jacek: Szczecin -- Santiago

06/2026
Grzesiek i Jacek: Szczecin -- Santiago

Grzegorz Szkibiel :: 27.06.2026 13:21
27 lipca 2025: O Pedruso -- Santiago

Tak, to ostatni etap. 117 dni, 3275 km, 9 lat. W zasadzie, wyrobilibymy się w 6 lat, ale przejęliśmy się covidem no i na początku, przed wejściem do Niemiec były jakieś problemy z kolanem. Nie ma się co licytować, to był kawałek życia. Dwa razy w tym czasie zmieniłem pracę, a dzieci skończyły studia.


Dodaj komentarz »

Grzegorz Szkibiel :: 27.06.2026 13:21
27 lipca 2025: O Pedruso -- Santiago

Tak, to ostatni etap. 117 dni, 3275 km, 9 lat. W zasadzie, wyrobilibyśmy się w 6 lat, ale przejęliśmy się covidem no i na początku, przed wejściem do Niemiec były jakieś problemy z kolanem. Nie ma się co licytować, to był kawałek życia. Dwa razy w tym czasie zmieniłem pracę, a dzieci skończyły studia.

Niektórzy uważają, że upałów się nie uniknie, więc lepiej się wyspać i wyjść około dziewiątej, a potem iść ile się da. Ja jestem zwolennikiem wczesnego wstawania i zaczynania jeszcze po ciemku. Po południu, jak już jesteśmy na miejscu, znajdzie się jakiś zacieniony kąt, gdzie można przesiedzieć kilka godzin upałów. Zawsze jest ten komfort, że jesteśmy na miejscu.

Nie wiem, czy plan był idealny, czy najlepszy, ale na pewno skuteczny -- doszliśmy. O 4:50 chwyciliśmy po bananie i ruszyliśmy. Ulicą główną idziemy do końca miasteczka, a potem w bok. Najpierw po asfalcie, a potem dołączamy do drogi pielgrzymkowej. Jest nieco pod górę, ale decydujemy się na różaniec. 

Mimo wczesnej pory, idą jacyś ludzie -- amerykańska rodzinka. Przez chwilę idziemy wspólnie. Oni też idą od Burgos. Zostało 10 kilometrów. 

Dzisiaj przekraczamy tylko jedno wzgórze. Na nim jest lotnisko. Wygląda na to, że startuje nasz samolot, ale my nim polecimy pojutrze. Jest jeszcze ciemno, ale zaczyna się schodzenie i w zasadzie juz cały czas mamy asfalt albo beton.

Tak, to już jest Santiago de Compostella. Nie ma co prawda spadających gwiazd, ani białego rycerza pokonujacego szeregi Saracenów, ale aż takie świadectwo nam nie jest potrzebne. Jakub doprowadził! Stąd to nawet na połamanych nogach bym doszedł...

Jeszcze podziwiamy widoki, znajdujemy kawę i śniadanie i ruszamy dalej. Już jestem pewien, że mam dziurę w podeszwie, ale po betonowym zjeździe zasuwam jeszcze z tą dziurą. Na dole jest kładka nad autostradą, a za nią już jest miasto. Witają nas pomniki. Ja dopadam do ławki, aby zrealizować plan B.

Dalej idę w sandałach. Nie jest źle. Problem się robi na kamyczkach i na piasku, ale tego raczej nie będzie.

Obelisk z płaskorzeźbami przedstawia zapewne wszystkie znaczne osoby, które tu były. Jest Jan Paweł II Wielki (oczywiście!). Wchodzimy w miasto.

Pielgrzymi są wszędzie, podobnie jak w Częstochowie, tylko tutaj polskiego nie słychać... Dochodzimy do katedry i idziemy po certyfikat. Jest nieco zamieszania. Jednak nie codzień zdarzają się tacy, co przebyli 3750 km, aby tu dotrzeć.

Tak, kilometr 0 jest przy biurze pielgrzyma, tam, gdzie dostaje się certyfikat. Jest to uliczka z dużą liczbą sklepów z pamiątkami oraz schronisk. Ustawiamy się w bardzo długiej kolejce do wejścia do Katedry. W pewnym momencie kolejka przyśpiesza -- wpuszczają tylko tych, co idą na mszę. 

Msza była w różnych językach. Kilka słów było nawet po polsku. Na koniec jeszcze był taniec kadzidła, które bujało się i kreciło w poprzek nawy. Jeszcze do grobu Świętego Apostoła i idziemy do hostelu. Po drodze jemy pizzę. 

Nazajutrz jedziemy pociągiem nad atlantyk, a potem na lotnisko. Samolot, najpierw do Barcelony mamy z samego rana. Potem Berlin i Szczecin. 


Komentarze (2): Pokaż/ukryj komentarze »

  • Oliver Brown :: 30.06.2026 21:57 Gratulacje! 3275 kilometrów i 9 lat to nie tylko pielgrzymka, ale kawał pięknej życiowej historii. Najbardziej podoba mi się to, że pokazujecie nie tylko spektakularny finał w Santiago, ale też zwykłe chwile – pobudki przed świtem, poranną kawę, zmęczenie i nawet dziurę w podeszwie. To właśnie takie detale sprawiają, że można poczuć, jakby szło się razem z Wami. Dotarcie do katedry po tylu latach musiało być niesamowitym przeżyciem. Dziękuję za podzielenie się tą podróżą i życzę, żeby następna wielka wyprawa była równie niezapomniana. Buen Camino! https://voxcasino.agro.pl
  • TroyjMoorez :: 03.07.2026 22:05 Droga św. Jakuba to niesamowite i głębokie doświadczenie, ale też ogromny wysiłek fizyczny oraz psychiczny. Wędrowanie przez tyle dni, kilometr po kilometrze, potrafi mocno zmęczyć organizm i całkowicie przeciążyć głowę natłokiem myśli. Sam zauważyłem, że podczas tak intensywnych wyzwań, kluczowe jest znalezienie chociaż chwili na całkowite odcięcie się od rzeczywistości i regenerację. Moim sprawdzonym sposobem na szybki reset umysłu i relaks po ciężkim dniu na szlaku jest krótka, 10-minutowa przerwa na telefonie z prostymi grami online na stronie https://realz-casino.edu.pl/. Pomaga mi to błyskawicznie rozładować napięcie, zapomnieć na moment o zmęczeniu i ze świeżą energią planować kolejny etap drogi. Powodzenia dla wszystkich pielgrzymów i Buen Camino!


Dodaj komentarz »

Grzegorz Szkibiel :: 23.06.2026 16:53
26 lipca 2025: Boente -- O Pedruso

Dzień 116. Dziś będzie pagórkowato.

W zasadzie, to jest całkiem górzyście, ale że idziemy wzdłuż drogi krajowej, te wzniesienia są nieco zniwelowane. Na początek mamy drogę pielgrzymkową, czyli kamyki. Od kilku dni z niepokojem obserwowałem moje buty, a w zasadzie, to ten lewy. Podeszwa jest coraz cieńsza i boję się, że będzie dziurka. Póki co, idę ile się da. Mam plan awaryjny: sandały. Tylko, że jak mamy takie kamyki na drodze pielgrzymkowej, to sandały nie są najwygodniejsze. Póki co idę twardo, choć w wioskach, jak drepczę po betonie, to czuję, że jest mi zimno w stopę, a jak idę po kamieniach, poza wioskami, to czuję każdy kamyk.

Reklama piwa z pielgrzymem w tle... Takie mamy czasy. Oczywiście, tekst jest nieco wolniejszy niż obrazki, ponieważ po ciemku niewiele da się sfotografować. Ruszyliśmy po ciemku, jak zwykle i jak zwykle szukaliśmy miejsca na różaniec. Powinien być odcinek bez skrzyżowań i w miarę po równym. Dziś trafiliśmy na "podgórkę". 

Doszliśmy do asfaltu. Szosa zrobiła się szersza. Znalazła się też kawa. Dalej idziemy wzdłuż szosy.

Droga jest ubita, ale kamienista. Czuję, jakbym te kamienie miał w bucie -- taka autosugestia. Przecinamy drogę krajową i idziemy w dół. Przechodzimy przez strumyk i ponownie wspinamy się w górę. Dróżka robi zakos, żeby przejść pod drogą krajową. Robi się wręcz tłoczno. 

W kolejnej miejscowościk toś zrobił wystawę z butelek i innych śmieci, zapewne znalezionych w okolicy. Co niektórzy nie mają problemów z dźwiganiem ciężkiej butelki, ale pusta butelka, to już jest nie do zniesienia. Cóż, wystawa wygląda całkiem malowniczo. Są nawet buty -- może mają mój rozmiar i lewy nieuszkodzony? 

Trudno znaleźć miejsce bezludne. Ale jest las i trochę większa przerwa w tłumie. Czas na siku-stop. 

Jest też bar -- tylko dla pielgrzymów. Coś zamawiamy. Wchodzimy w kręte uliczki, które zamieniają się w drogę pielgrzymkową. Jeszcze mamy klika dołków i górek. Robi się szeroka droga gruntowa przechodząca w kamienne płyty. Dalej idziemy wzdłuż drogi krajowej  i dalej idziemy w tłumie. 

Droga krajowa "ucieka" w prawo, a my ulicami wchodzimy do O pedruso. Cień jest na chodniku. Albergue jest w piwnicy. Póki co, nie ma nikogo. Jutro jest koniec.


Komentarze (1): Pokaż/ukryj komentarze »

  • TroyjMoorez :: 07.07.2026 11:54 Trasa z Boente do O Pedruso to jeden z tych odcinków, który pozwala naprawdę poczuć magię Camino przed dotarciem do Santiago. Każdy krok na tej drodze to okazja do przemyśleń i nabrania dystansu. Kiedy po długim dniu marszu szukam chwili relaksu i odrobiny rozrywki online, często zaglądam na https://lemoncasino.atm.pl/. Buen Camino dla wszystkich wędrujących!


Dodaj komentarz »

Grzegorz Szkibiel :: 08.06.2026 14:45
25 lipca 2025: Airexe -- Boente

Etap 115, to typowy etap góra dół, chociaż przewyższenia nie są znaczne. 

Śniadanie jemy w schronisku. Jest tu kuchnia i miejsce do stołowania. Wychodzimy na szosę i idziemy całkiem dobrym tempem. W pierwszej miejscowosci zaczepiają nas jakieś pijane dzieciaki. Coś tam gadają, ale zataczają się bardziej. Jeden chyba trzeźwy jest, pewnie ten, co ma odwieźć całe towarzystwo. Idziemy dalej. Mijamy cmentarz pogrążony w ciemnościach i ścianę kwiatów. I tak zasuwamy aż do drogi krajowej, gdzie odbijamy w bok drogą pielgrzymkową. 

Po drodze mamy wszystkie rodzaje nawierzchni: kamyki, beton, płyty skalne, asfalt i grunt. Poza tym jest las, pole i murki z obu stron drogi. Pierwsza kawa jest jeszcze nieczynna. 40 minut później wchodzimy do całkiem sporej miejscowości i tu już można wybierać między kawiarniami. 

65 kilometrow do mety, chociaż my raczej tą droga nie pójdziemy. W miejscowości od kawy mieliśmy jeszcze długie zejście po schodach, które przeszły w szeroką drogę pielgrzymkową z tłumami pielgrzymów. 

Alejkami, przez las w dużym tłumie dochodzimy do zejścia, tym razem po klockach. Potem idziemy bulwarem do kamiennego mostu. Za nim zaczyna się kolejna miejscowość.

Za mostem idziemy drogą pielgrzymkową, jakoś tak bokiem, ale szybko droga przechodzi w ulice. Idziemy konsekwentnie przez przedmieścia, chociaż słońce daje dziś uczciwie. W pewnym momencie, tłumy idą prosto, a my zbaczamy do kościoła Świętego Jakuba, gdzie akurat zaczyna się msza pierwszokomunijna. Oczywiście, korzystamy z okazji. Co prawda, dziś jest piątek, ale w Hiszpanii jest święto narodowe: Św. Jakuba, Patrona Hiszpanii.

Ulicą w górę. Wydaje się, że tłumy juz przeszły, bo ulica jest pusta, ale nic bardziej mylnego. Po prostu, kościół nie jest na drodze pielgrzymkowej, więc ta ulica była równoległa do tej zatłoczonej. Droga pielgrzymkowa dołącza na górze i już prowadzi nas do końca. Oczywiście, tłumy też się znalazły...

Dochodzimy. Schronisko Alegmana. Jak zwykle, jesteśmy za wcześnie, ale co tam, siadamy i zamawiamy coś na lunch. Dwie Polki przechodzą obok. Jedną z nich, Anię z Kalisza spotkaliśmy jeszcze potem w Santiago. Dostało nam się (od drugiej), że nocujemy w niemieckim schronisku...


Komentarze (1): Pokaż/ukryj komentarze »

  • Eugene Pinkman :: 12.06.2026 01:36 Takie relacje z pielgrzymki pokazują, że każdy etap ma swój niepowtarzalny klimat. Czasem są to piękne widoki i spokojne leśne ścieżki, a czasem zupełnie niespodziewane spotkania po drodze. Różnorodność nawierzchni, zmieniające się krajobrazy i poranna kawa w małej miejscowości sprawiają, że nawet zwykły dzień marszu zamienia się w ciekawą przygodę. Lubię czytać takie opisy tras, bo pozwalają choć na chwilę poczuć atmosferę wędrówki. Przy okazji ostatnio natrafiłem też na https://need-forslots.fr/bonus, gdzie można znaleźć interesujące treści i odkryć coś nowego w sieci.


Dodaj komentarz »

Grzegorz Szkibiel :: 05.06.2026 09:31
24 lipca 2025: Ferreiros -- Airexe

W sumie to jest to calkiem ciekawe schronisko, a może nawet pensjonat. Pokoje są na półpiętrach, w każdym razie jest tu dużo schodów. Przejście do jadalnie jest przez bar, czy swietlicę. Blisko jadalni jest też recepcja. Teraz jest ciemno i wychodzimy przez te wszystkie zakamarki. Dodatkowo, ciemność jest potęgowana przez nów, bo akurat tak się Księzycowi zachciało. Jakoś udaje się zjeść śniadanie.

W zasadzie, to bardziej wyczuwam, niż widzę, chociaż czasem podświetlam sobie drogę latarką. W każdym razie wyczuwam pod nogami beton (gładko i ślisko), asfalt (tylko gładko) lub kamyki. W oddali widać

 wiatrak na wzgórzu.

Kilka razy wydziwiałem, że w Galicji podają odległości z dokładnością do jednego metra. Tutaj jest jedyne miejsce, gdzie licznik się swoiście zeruje, a w zasadzie setkuje. Zostało 100 km. Kontunuujemy po drodze pielgrzymkowej. Mamy trochę asfaltu, ale mamy też klocki no i znowu asfalt.

Z płaskowyżu widać kolejne miasto. Schodzimy takim wydziabanym zejściem, częściowo po schodach, aż osiągamy poziom drogi nad jeziorem (sztucznym). Gdzieś tam wisi dzwon wolności, a zaraz potem przechodzimy przez długi, kamienny most. 

Zaraz za mostem jest rondo, a na jego środku, schody. Dokładnie 58 stopni. Tu zaczyna się miasto. Spotykamy znajomych. Najpierw trzy Koreanki, a potem Kubę. Pierwsze, czego szukam, to kawiarnia -- jest. Kubę zauważam później. Rozmawia przez Whats-upa, następnie szuka połączeń, jak stad wyjechać. Mówi, że ma rozmowę kwalifikacyjną. Jak coś wyjdzie, to wróci i pójdzie dalej. My zwiedzamy sklep i lecimy dalej -- zostało mniej niż 100 km z 2750.

Robimy taką rundkę po mieście i wracamy prawie, że do tego ronda ze schodami. możnaby przejść po tej kładce, ale nie wiedzieć czemu, jest ona zamknięta. Zatem przez most (obok tego poprzedniego i wkraczamy na drogę pielgrzymkową wiodącą wzdłuż szosy. 

Dalej idziemy pod górkę, wzdłuż szosy. Czasami ją przecinamy. Mamy też trochę lasu. Rzadko zdarza się taka pustka. Zwykle jest pełno pielgrzymów, ale widocznie jest teraz pora odpoczynku. Też byśmy gdzieś przysiedli, ale nie ma nigdzie miejsca. W końcu znajdujemy powalone drzewo.

I dalej pod górę i wzdłuż szosy. Mija południe, więc Anioł Pański, z Koronką czekamy na zakończenie podejścia. 

Jeszcze trochę poczekaliśmy. Zmieścił się odpoczynek i dalej asfaltem pod górę. W końcu w dół. I tu nastaje czas na koronkę. Jakaś Polka (poznaję po charakterystycznym angielskim) rozmawia z kimś. Rzucam głośne "Szczęść Boże, Buen Camino" i dostaję odpowiedź po polsku. To już jest końcówka, chociaż mijamy kolejna miejscowość i podchodzimy pod górkę. Ale następna wioska jest już nasza.

Tłumy uciekają do barów, my liczymy na to, że najpierw zainstalujemy się w schronisku. No i nieco sie przeliczyliśmy. Bar naprzeciwko właśnie zamykają, ale barman proponuje nam pizzerię. Wracamy więc jakieś 300 metrów i zdążamy jeszcze coś zamówić. Czekając na pizzę widzimy znajome Koreanki idące pod górę i mijające nas.


Komentarze (2): Pokaż/ukryj komentarze »

  • TroyjMoorez :: 15.07.2026 09:14 Camino to niesamowite przeżycie! Trasa portugalska jest piękna, na pewno macie mnóstwo wspaniałych wspomnień z tej wyprawy. Dzięki za podzielenie się relacją! Jeśli szukacie więcej ciekawych treści i inspiracji, zajrzyjcie też tutaj: https://spingranny.com.pl/app/
  • Oleksandr :: 28.07.2026 15:29 Długie wędrówki potrafią być prawdziwym sprawdzianem nie tylko kondycji, ale również wytrzymałości sprzętu. Zużyte buty szybko dają o sobie znać, zwłaszcza na kamienistych odcinkach, gdzie każdy krok staje się bardziej odczuwalny. Mimo drobnych trudności satysfakcja z pokonywania kolejnych kilometrów i odkrywania nowych miejsc wynagradza cały wysiłek. Po aktywnym dniu na szlaku warto znaleźć chwilę na odpoczynek – https://spingranny.com.pl/ to miejsce, gdzie czeka ciekawa rozrywka online.


Dodaj komentarz »