Camino de Santiago

Grzesiek i Jacek: Szczecin -- Santiago

02/2020
Grzesiek i Jacek: Szczecin -- Santiago

Grzegorz Szkibiel :: 18.02.2020 19:45
7 sierpnia 2019 Maria Engelport -- Reil

Klasztor Maria Engelport. Dobrze się spało, bo nie słyszałem deszczu, który prawdopodobnie padał przez całą noc. Grube na ponad metr mury zrobiły swoje. Do śniadania się jeszcze nie wypadało. 

Śniadanie -- typowy szwedzki stół zjedliśmy w refektarzu. Przy okazji spotkaliśmy znajomą pątniczkę, którą zagadnąłem wczoraj. Msza w kościele akurat się kończyła. Chyba była ona według obrzędu trydenckiego, bo księża (trzech) byli odwróceni od wiernych i niewiele było słychać z tego co mówili. Zapakowaliśmy się i ruszyliśmy. Szlak wyraźnie pokazywał ścieżkę w najbardziej gęstych i mokrych krzakach. I tymi krzakami poszliśmy w górę.

Ścieżka okazała się skrótem do lepszej drogi leśnej. Tutaj przynajmniej nie padało z gałęzi, ale deszcz cały czas wisiał w powietrzu. Kilka razy zastanawiałem się, czy chronią nas gałęzie, czy to wiatr strzepuje krople z liści. W końcu osiągnęliśmy szczyt.

Typowym elementem po wejściu na górę jest zejście w dół. Droga wiła się dość mocno najpierw przez las, potem przez opuszczone winnice opanowane przez ożyny. W końcu weszliśmy w używane winnice. Cały czas podziwialiśmy ruiny zamku z wysoką wieżą oraz Karmel w dole z zakolem Mozeli w tle.

Wokół Karmelu, jak zwykle w takich miejscach było pełno różnoorodnych budek z pamiątkami. Po prostu, pełna komercjalizacja. Nie dało się uzupełnić zapasów wody -- może nie mieli, może nie chcieli dać. A droga poszła tym razem asfaltem, ale za to na górę. Cień od lasu załagodził chwilowy brak wody.

Płaskowyże na szczytach stromych wąwozów Mozeli zwykle są wypełnione polami. Tak też było i tutaj. Wchodziliśmy północnym stokiem, więc raczej nie nadającym się na winnice, czyli zarośniętym lasem. W końcu wyszliśmy na pola. Na skraju lasu odpoczęliśmy w całkiem zadbanej chatce. Na dobrą sprawę, można w czymś takim z powodzeniem przenocować. Stąd mieliśmy już długie zejście prosto w ulice jakiejś miejscowości. W końcu odpoczynek około obiedni, albo jak kto woli, "lanczowy" oraz zakupy. 

Mozela robi tu taką pętlę. W najwęższym miejscu jest kilkaset metrów, a jakby iść wzdłóż brzegu, to będzie kilka przyzwoitych kilometrów. Jak widać, pociąg pokunuje przewężenie tunelem. Nawet pomyślałem przez chwilę, żeby skorzystać z tegoż tunelu. Ostatecznie jednak wspięlismy się na górę. Podejście było na tyle strome, że faktycznie graniczyło ze wspinaczką.

Na górze znajdował się cmentarz oraz wieża widokowa. Była też tablica informująca o tym, że zbudowano w okolicy specjalny tor, którym przewożono jakieś superdziało. 

Stąd szlak szedł już po równym z tendencją w dół, wzdłóż winnic do Reil. Bezpośrednio z winnic -- to też typowe w tych stronach -- wchodzimy w uliczki miasta. Nocleg, ostatni z załatwionych jeszcze przed wyruszeniem w trasę jest z booking.com. Trafiamy bez problemów. Gospodarz jest małomówny, ale bardzo uprzejmy. Miał to być też ostatni nocleg pod dachem. 

 


Dodaj komentarz »