01/2026
Grzesiek i Jacek: Szczecin -- Santiago
| « Starsze wpisy | Nowsze wpisy » |
Grzegorz Szkibiel :: 04.01.2026 08:53
19 lipca 2025: Molinaseca -- Cacabelos
Dzień 109. Jemy śniadanie i ruszamy.




Tym razem udało mi się zrobić aż 4 zdjęcia poranne, na których coś widać. Jak zwykle jest ciemno, bo w końcu jest 15 minut po godzinie szóstej. Tak jakby deszcz padał. Na pewno nie jest to polewanie ulic. Ulica zmienia się w szosę, a z tej skręcamy, raczej zbaczamy, w dróżkę. Generalnie idziemy w dół, czyli wczorajsze schodzenie jeszcze się nie skończyło.


Wyłania się duża miejscowość (Ponferada). Zajmuje ona rozległą dolinę. Dolina jest jakby zakręcona, bo idziemy przez miasto tak, jakbyśmy sie kręcili. Zaczynamy uliczkami w dół, a potem przechodzimy przez rozległe pole, by znów wejść w uliczki.


Gdzieś w tych uliczkach znajdujemy kawę, a także wielu pielgrzymów budzących się do dalszego marszu.


Idziemy dalej i dochodzimy najpierw do potężnego zamku, a chwilę później do rynku z posągiem templariusza. Przy każdej kawiarni widać plecaki i kije.


Wydaje się, że wychodzimy z miasta. Idziemy szeroką ulicą, następnie obejściem pod skrzyżowaniem. W oczy rzuca się wystający wieżowiec (jak z kreskówki o Fineaszu i Ferbie). Wieżowiec widzimy przez dłuższy czas, aż w końcu zasłonią go góry.


Wchodzimy w ulice przedmieść. Wszędzie widać tłumy pielgrzymów.

No i trafiła nam się ruchliwa szosa. Przechodzi ona gładko przez kolejną miejscowość i prowadzi dalej.


Zostało 200 kilometrów, może mniej. Dochodzimy do miejscowości Dia, gdzie robimy zakupy i odkrywamy paczkomat InPosta.


Idziemy dalsze dwa kilometry wzdłuż bardzo ruchliwej szosy wylotowej. Kombinujemy, żeby iść tym szerszym chodnikiem, który jest raz z lewej, raz z prawej strony. Skręcamy w końcu w dróżkę, która prowadzi nad autostradą, a następnie prosto w uliczki Cacabelos. W centrum jest jarmark. Ponownie wychodzimy na ruchliwą szosę i dochodzimy do ciekawego Albergue, gdzie kabiny ustawione są wokół kościoła. Ponownie czekamy godzinę na otwarcie. Obok nas nocuje Polka, pozdrawiamy!
Grzegorz Szkibiel :: 01.01.2026 13:16
18 lipca 2025: Foncebadon -- Molinaseca
Dzisiaj mamy po prostu zejść z góry (na którą weszliśmy wczoraj). Zwykle schodzi się łatwiej niż podchodzi, więc wylegujemy się, aż wszyscy sobie pójdą i w końcu zwolni się toaleta...


Tak, czy inaczej, ruszamy po ciemku i pod górę. Wyprzedzamy jakichś koreańczyków, Chwilę idziemy po płaskowyżu, a potem lekko w dół. W dalszym ciągu jest ciemno. Wyłania się duże pole wypoczynkowe. Jest to dobre miejsce na śniadanie. W miarę jak odpoczywamy i pijemy herbatkę, na polu zbiera się coraz więcej pielgrzymów.


Czekamy, aż wzgórek z obeliskiem się nieco opróżni i sami na to wchodzimy. Następnie ruszamy taką kamienistą ścieżką górską. Dzisiaj asfalt lub betonjest tylko w miejscowościach. Poza nimi, idziemy właśnie po takich ścieżkach górskich. Mijamy schronisko górskie -- miało być rezerwowe, gdyby wczoraj nie udało się nic znaleźć w Foncebadon.




Idziemy przez wrzosowiska, a trochę niżej wzdłuż jakichś płotów. W końcu jest miejsce, gdzie można spokojnie wypić kawę.




Ruszamy, oczywiście, w dół. Pod nogami mamy kamienie, łupki albo litą skałę. Miejscowości wydają się opuszczone. Domy, w zasadzie nie nadają się nawet do remontu. Nadaje to okolicy osobliwego uroku. Mgła poranna uniosła się i podziwiamy piękne widoki.


Kilka osób odpoczywa przed kościołem. Jest woda pitna, a gorąco zaczyna dokuczać. Chwilę odpoczywamy i idziemy dalej.


Najładniejsza pogoda pojawia się przy dojściu. Widać, że dużo pielgrzymów idzie dalej. Dzwony bija na Anioł Pański. Spokojnie schodzimy do miejscowości. Jeszcze most i jesteśmy na miejscu.


Schronisko właśnie zaczęli sprzątać po ostatnich lokatorach. Mamy dodatkowy odpoczynek. Po zainstalowaniu idziemy jeszcze na zakupy. Właściciel sklepu uparł się, że skoro jesteśmy z Polski, to chcemy porozmawiać z jego znajomym, też Polakiem. Mimo moich protestów, dzwoni do niego i daje mi telefon. W sumie i tak nie mamy o czym rozmawiać...