02/2026
Grzesiek i Jacek: Szczecin -- Santiago
| « Starsze wpisy | Nowsze wpisy » |
Grzegorz Szkibiel :: 05.02.2026 13:56
20 lipca 2025: Cacabelos -- Las Herrerias
Etap 110. Pobudka późno, bo aż o 5:15. Nie zmienia to faktu, że nadal jest ciemno.


Zjadamy śniadanie po ciemku i jeszcze przy wyjściu dostajemy kawę i mandarynkę. Zaczynamy pod górę, ale za długo nie podchodzimy. Droga, a właściwie szosa idzie raz w górę raz w dół. Korzystamy z asfaltu lub z pobocza. Przy okazji odmawiamy różaniec, przez co nie pstrykam zdjęć. Zresztą, po ciemku i tak nie wychodzą.


Szosa decyduje się zejść w dolinę do miejscowości Villafranco. Miejscowość jest dokładnie wciśnięta w głęboką i stromą dolinę. Pielgrzymi budzą się do marszu. Inni już popijają kawę.

schodzimy praktycznie do dna doliny, chociaż dla niektórych domów jesteśmy na ich drugim lub trzecim piętrze. Jeszcze zafundowano nam schody i betonowy most nad rzeką.


Potem jest już tylko pod górę. W zasadzię to już do samego końca, chociaż teraz, przy wychodzeniu z doliny, mamy najostrzej. Dochodzimy do rozległego skrzyżowania z drogą, która kiedyś zapewne była tą główną, a teraz jest tylko wspomagającą.


Droga dla pielgrzymów jest odgrodzona od szosy solidnym murem. To pewnie pozostało z czasów, gdy drogą tą jechały długie pociągi aut. Teraz malo kto jedzie, a pieszych jest pewnie tyle, co dawniej. Miejscowości są troche w bok, ale trasa pielgrzymkowa zalicza je wszystkie.


Dobrze, bo można wypić kawę i zrobić zakupy. Przez pewien czas zanosiło się na deszcz, ale na zanoszeniu się skończyło. Może parę kropel spadło.


W zasadzie drogę można bezpiecznie przekroczyć, ale dalej korzystamy z przejść pod mostami. Autostradę, która idzie po wierzchołkach gór wciąż słychać i widać. Estakady sięgaja nawet 50 -- 70 metrów. A my wciąż mamy pod górkę i idziemy w dolinie, gdzie oprócz nas mieści się tylko rzeka i szosa.


Na końcu trasy mamy troszkę w dół. Ale za to jest zimno.

