Camino de Santiago

Grzesiek i Jacek: Szczecin -- Santiago

05/2026
Grzesiek i Jacek: Szczecin -- Santiago

Grzegorz Szkibiel :: 31.05.2026 08:33
23 lipca 2025: Samos -- Ferreiros

Wczoraj po południu mieliśmy sporo czasu, a w Samos poza klasztorem, to w sumie nic nie ma. Miejscowość jest wciśnięta w głęboką dolinę z urwiskami skalnymi wiszącymi nad domami. Chcieliśmy zwiedzić klasztor, ale przewodnik mówił tylko po hiszpańsku. Skończyło się więc na sklepie z pamiątkami. Później byliśmy na mszy, w której uczestniczył ekspendient z tego sklepu -- zostało jeszcze kilku mnichów. I tak skończył się dzień numer 112.  Ale wyszedł numer alarmowy!

Dzień 113 zaczyna się śniadaniem. Tym razem jest sucho. Może to urok tej doliny, a może po prostu dzień nie będzie taki słoneczny jak wczoraj. Idziemy tak jak poprowadzili drogę krajową, czyli wzdłuż szosy. Jest ładny chodnik, który potem zamienia się w ścieżkę. 

Wąskim asfaltem idziemy w prawo i pod górę. Dużo zieleni. Mijamy miejscowość. Strzałka wyraźnie pokazuje w lewo w mocno zarośniętą ścieżkę. Idziemy, ale to chyba jakiś żart: pokrzywy po szyję, kłujące krzaki jeszcze wyżej, jakieś ruiny -- to mieliśmy obejrzeć? Jakieś sznurki zagradzające pastwisko. Ktoś trochę skosił te zarośla -- widać pielgrzymi tędy chodzą. Koleiny wychodzą z pastwiska. Nieco lepsza droga, dochodzi do asfaltu. 

Podejrzanie patrzę na kolejną strzałkę, która pokazuje w lewo od drogi -- może lepiej drogą?Idziemy jednak, jak strzałka pokazuje: droga pielgrzymkowa, utrzymana na tyle, że da się iść. Jest generalnie w dół, czasem po równym. Dochodzimy do jakiejś miejscowości -- na kawę raczej nie ma co liczyć. Tu jest po betonie i ostro w dół. Przecinamy asfalt i idziemy dalej drogą pielgrzymkową. Dołączamy do asfaltu i zasuwamy wzzdłuż strumyka. Czasem jest asfal, czasem droga gruntowa, tylko w miejscowościach jest, konsekwentnie beton. W końcu idziemy pod górę i wychodzimy na szosę. Drogowskaz pokazuje 15 metrów do odpoczynku (kawa?????). Jest 60 metrów i tylko automaty.  

Jeszcze jakiś skrót do główniejszej drogi, chyba wojewódzkiej, albo powiatowej. Ta prowadzi nas prosto w doline do Sarii. Tu w końcu mamy kawę i małe zakupy. 

Miejscowość jest bardzo zróżnicowana. Jest tu stara zabudowa z wąskimi uliczkami, a nowe bloki podchodzą pod okoliczne wzgórza. Mamy promenadę i mamy bulwar. Wspinamy się na wysoką górę. Nawet schody tu są. Na górze jest kościół i szkoła Świętej Magdaleny. Stąd, koło cmentarza, po betonie idziemy ostro w dół. Dalej mamy beton, kamienny most i tory kolejowe.

Idziemy doliną wzdłuż torów i pod estakadą. Jest bród i mostek. Jest też przenośna sprzedaż pamiątek -- dużo pielgrzymów musi tędy przechodzić. Zaczyna się całkiem konkretne podejście. Wysoka estakada zostaje w dole i z tyłu. Podchodzimy długo i kręto. Raz jest łagodnie, raz mniej. W końcu mamy asfalt. Pada propozycja: koronka? Jeszcze nie, niech się podejście skończy. A to nie zamierza się kończyć. Słońce daje się we znaki. Mijamy większy sklep z pamiątkami.

Zrobiło się trochę w dół, ale to tylko korekta. Nie wiem czemu schodzimy do miejscowości. Może zeby zaznać nieco cienia? Szosą, w sumie byłoby krócej. Dalej pod górę. W końcu mamy szczyt i alejkę. Jest dobre miejsce na koronkę. 

Wyprzedzamy rodzinkę. Pielgrzymów robi się całkiem sporo. Podupadła miejscowość, a potem droga prowadzi raz w górę raz w dół. Nie jest to uciążliwe. Przechodzimy kilka brodów. Czasem jest asfalt, a czasem beton lub grunt.

Charakterystyczny spichlerz. Budują go na słupach, jakies dwa metry nad ziemią. Chodzi o to, żeby gryzonie się tam nie dostawały. To już końcówka. Trzeba "odleżeć" te wszystkie podejścia... 

 


Komentarze (2): Pokaż/ukryj komentarze »

  • Adnan Ali :: 12.08.2026 09:23 To absolutnie piękny i pełen refleksji wpis! Droga do Santiago de Compostela – a w szczególności malowniczy etap z Samos do Ferreiros – ma w sobie coś absolutnie magicznego, co pozwala na chwilę zatrzymać się i docenić każdy krok. Wspaniale, że takie wyjątkowe chwile i wspomnienia z szlaku zostają uwiecznione. Dziękuję za podzielenie się tym cudownym relacją z drogi! https://nvcasino.agro.pl/
  • Adnan Ali :: 12.08.2026 09:23 To absolutnie piękny i pełen refleksji wpis! Droga do Santiago de Compostela – a w szczególności malowniczy etap z Samos do Ferreiros – ma w sobie coś absolutnie magicznego, co pozwala na chwilę zatrzymać się i docenić każdy krok. Wspaniale, że takie wyjątkowe chwile i wspomnienia z szlaku zostają uwiecznione. Dziękuję za podzielenie się tym cudownym relacją z drogi! https://nvcasino.agro.pl/


Dodaj komentarz »

Grzegorz Szkibiel :: 16.05.2026 08:34
22 lipca 2025: Fonfria -- Samos

Etap 112. 3145 km od Szczecina. 130 km do Santiago. Nie wiem jaka siła mogłaby nas teraz powstrzymać od dotarcia na miejsce. Na dobrą sprawę, można by było dojść jednym ciągiem i ... paść.

Pobudka była normalnie. Zastaliśmy mokre stoliki i krzesła. W zasadzie, to woda stała na wszystkim. Nie dało się jej wytrzeć tym, co mieliśmy. W końcu znaleźliśmy jakąś rozpadającą się ławkę i tu jemy śniadanie. Wioskę przemierzamy betonową drogą. Po przekroczeniu asfaltu z drogą krajową wchodzimy na kamyki i zasuwamy w dół.

Czasem robi się całkiem stromo. Wstaje nowy dzień i odsłaniają się piękne widoki. Z dużą prędkością wyprzedza nas znajomy pielgrzym. Nie gonimy go. 

Jako jedni z pierwszych wchodzimy do kawiarni. Kawa dobra, jak zwykle. Triacastella -- tak to się nazywa. Mamy całkiem dobry czas i, szczerze mowiąc, posiedziałbym tu z pół godziny, może nawet z godzinę, ale mój kolega ma inne zdanie, więc w ramach kompromisu, ruszamy zaraz po wypiciu kawy. 

W pierwszej chwili wydawało się, że miejscowość to tylko ta jedna uliczka z kawą. Ale widzę, że coś się rozkręca. Jest kościół i jest pomnikj z Jakubem oraz pielgrzymem. Przemierzamy betonowe uliczki i wychodzimy na drogę krajową.

Tutaj przygotowano dla nas drewniany chodnik. Mijamy trzy Koreanki, z którymi będziemy się jeszcze kilka razy mijać. Dziewczyny idą powoli i wydaje się, że to już jest ich ostatnie tchnienie, ale ich marsz jest skuteczny -- pewnie idą, póki nie padną, a potem długo śpią. To jest taka strategia. 

Odbijamy od szosy i idziemy drogą pielgrzymkową. Tak kilkanaście razy w górę i kilkanaście w dół. Cmentarz galicyjski, czy hiszpański, często takie mijamy. Groby są na zboczu i są to takie jakby budynki. Droga idzie w wąwozach, a w wioskach mamy beton. Końcówkę mamy po asfalcie.

Ciekawe, po długim zejściu, kilkunastu pagórkach, teraz mamy całkiem uczciwie pod górę. Trzeba było pokonać ostatnie wzgórze. Zejście jest ostre. Wychodzimy prosto na klasztor. Jeszcze robimy jakieś zakupy i idziemy na nocleg. Aktualnie jest 12:23...


Dodaj komentarz »

Grzegorz Szkibiel :: 05.05.2026 08:58
21 lipca 2025: Las Harrerias -- Fonfria

Dzień 111. Wchodzimy do Galicji.

Ale póki co, to musimy sie obudzić. W sumie nie jest to trudne. Wychodzimy po cichutku w przeciwieństwie do innej grupy, która jest wyjątkowo hałaśliwa. Po cichu jemy śniadanie -- nie ma co czekać, aż tamci sobie pójdą. Wczoraj wydawało się, że już wyżej nie można wejść, a tu się szykują niezłe góry! Póki jest jeszcze mniej -- więcej równo, odmawiamy różaniec mijając uśpioną wioskę. Wąski asfalt prowadzi pod górę, ale dość wcześnie z niego schodzimy.

  

Szlak na początku idzie nieco w dół, ale to tylko, żebyśmy się rozpędzili. Mijamy strumyk i idziemy ostro w górę. Jest tak stromo, że nawet mamy serpentyny. Nawet w Pirenejach tego nie było! Wydaje się, że na górze, mamy kawę, ale szczyt szybko okazuje się zboczem.

Po kawie dalej jest pod górę, ale już nie tak. Pojawiają się widoki. Jest pochmurno i chłodno. Ciagle pod górę, a widoki mamy coraz lepsze.

Jeszcze jedna miejscowość na trasie i dalej pod górę. 

Galicja. W pierwszej miejscowości odpoczywamy. Wydawało się, że na szlaku, ale zaraz za ławką droga się kończy. Trzeba wejść z powrotem na górę i podążać... w górę. 

Tych górek i długich, stromych podejść tak łatwo się nie pozbędziemy. Mamy taką mało uczęszczaną drogę z dwiema koleinami. 

W zasadzie, to te koleiny, to takie dwie ścieżki. A góra próbuje załagodzić sprawę. Nie ma szans. I tak zaraz ją pokonamy. Schodzimy na asfalt i idziemy długo, tym razem, w dół.

Na dole, a w zasadzie to na przełęczy robimy zakupy w sklepie. Zaopatrzenie jest raczej słabe... Pod sklepem, dwa psy udają, że pilnują. Kot jest bardziej czujny. Od tego miejsca idziemy już do końca wzdłuż drogi krajowej. 

Droga krajowa zwykle omija miejscowości, a nasz szlak nie. W tychże miejscowościach nie ma w sumie nic ciekawego. Kościoły kamienne wyglądają ładnie, ale są zamknięte. Poza miejscowościami idziemy albo poboczem, albo taką górską ścieżką.

Było takie jedno odejście, które trzeba było potem nadrobić solidną wspinaczką -- to nie był zwykły marsz pod górę. Wieczorem, w schronisku pokazano nam typową Galicyjską gościnność. Były potrawy, muzyka oraz deser.


Dodaj komentarz »