Camino de Santiago

Otwarte Ramiona Mojego Camino: Frances, Primitivo

08/2017
Otwarte Ramiona Mojego Camino: Frances, Primitivo

Tamara Frączkowska :: 18.08.2017 17:53
Droga do As Seixas

Rano 7 października 2017, wyruszam wśród mgły, z prywatnej albergi w San Roman da Retorta. Mijam położoną nieopodal maleńką albergę municypalną i wchodzę na piękną Via Romana (Droga Rzymska).

Wokół las, paprocie, wczesna jesień i wszechobecna mgła. Idę całkiem sama. Jest cicho i tajemniczo.

Z mgły wyłania się pastwisko, a na nim konik, który ufnie podchodzi do ogrodzenia. Nic dla niego nie miałamsad ale zerwałam kępkę zielonej trawki i… konik zjadłsmiley

To jeden z najpiękniejszych odcinków tego Caminoheart

Po ok. 10 kilometrach zbliżam się do Ferreira. Tutaj są dwie drogi. Tabliczka informuje, że w prawo są dwie albergi i bary. Skręcam więc. Owszem są dwie albergi z barami, ale zamknięte! Wokół pusto i nie widać ani muszelek ani strzałeksurprise Czy dobrze idę? I jak na zawołanie pojawia się poznany już wcześniej Hiszpanyes To mnie uspokaja. Zamieniamy kilka słów.

Rzeczywiście po chwili pojawiają się słupki z muszelkami, a ja oddycham z ulgą. Na tym odcinku idziemy sporo asfaltem, ale bardzo lokalnymi, zupełnie pustymi drogami. Czasami tuż przy małych wiejskich domkach.

Po przejściu 15 kilometrów, zatrzymuję się w As Seixas w nie tak dawno zbudowanej, alberdze municypalnej (6 euro).

Dzięki niej pielgrzymi z Primitivo mogą wejść na Frances dopiero w Melide. Wcześniej trzeba było iść do Palas de Rei. W alberdze spotykam kilku znajomych z Drogi. Jest wśród nich Hiszpan, który jedzie rowerem, do którego ma podczepioną przyczepkę z budką dla małego, rudego pieska. Piesek głośno szczeka, gdy tylko ktoś zbliży się do roweru. Prawdziwy stróż! Pielgrzymują razem.

To już ostatni nocleg na Camino Primitivo. Jutro będę w Melide. Byłam już w Melide w 2013 roku, gdy wędrowałam samotnie Camino Frances, z Leon do Santiago. To było moje pierwsze Camino www.caminodesantiago.pl/blog/25/2013/09 Wieczorem idziemy grupką do pobliskiej restauracyjki. Smaczna kolacja, lampka wina i… ostatnia noc na Camino Primitivo.


Dodaj komentarz »

Tamara Frączkowska :: 13.08.2017 15:48
Droga do San Roman da Retorta

Rano 6 października 2016 wychodzę z albergi w Lugo, razem z Holenderką Anne. Anne kończy tu swoje Camino. Idziemy razem do Katedry Santa Maria i przy Bramie Santiago żegnamy się. Będę Annę mile wspominać.

Za Bramą trochę pogubiłam drogę, ale zapytany przechodzień wskazał mi właściwy kierunek – do mostu na rzece Mino. Rzeka była przepięknie otulona mgłą.

Z Lugo mamy do wyboru dwie drogi. Pierwsza do San Roman de Retorta (wtedy na Camino Frances wchodzimy w Melide). Druga do Friol, gdzie wchodzimy na fragment Camino del Norte (wtedy na Camino Frances wchodzimy w Arzua).

Droga do San Roman de Retorta (którą ja wybrałam) delikatnie, faliście wznosi się, ale podczas wędrówki jest to prawie niewyczuwalne.

Na szczycie tej bramy wita nas pielgrzym i muszle św. Jakuba.

Dochodzę do San Vincente, gdzie jest piękny kościół Igrexa Parroquial de San Vincente do Burgo. Na zdjęciach w gablotce przed kościołem pokazane jest jego piękne wnętrze. Niestety kościół jest zamkniętysad

Obok jest bar więc zatrzymuję się na chwilę przerwysmiley

Wędruję dalej. Idę lewą stroną spokojnej, wąskiej szosy, wokół same pola, puściutko. Nagle widzę, że w moim kierunku biegnie szosą pies. Wow, trochę się wystraszyłam więc przeszłam na prawą stronę szosy. Hm – pies też przebiegł na prawo. To ja znowu na lewo – i on na lewo. Myślę trudno, skonfrontujemy się, w końcu ja jednak jestem większawink Jakieś 5 metrów przede mną pies zatrzymał się, spojrzał na mnie, odwrócił się tyłem i zaczął spokojnie iść – jakby mnie prowadził. Gdy się trochę oddalił, oglądał się na mnie, siadał i czekał. Chciałam mu zrobić zdjęcie, ale gdy tylko wyciągałam aparat, on wstawał i wolno ruszał przed siebie.

Tak szliśmy razem ok. 3 km. Potem piesek skręcił na pole, gdzie w oddali widać było zabudowania. Już się na mnie nie oglądał. Żegnaj więc towarzyszu wędrówkiheart

Dzisiejsza droga prowadziła w znacznej części wąskimi, spokojnymi, asfaltowymi szosami, trochę poboczami. Były też odcinki leśne, piękne i wyglądające tajemniczo.

Gdy zbliżymy się do San Roman de Retorta mamy do wyboru dwie drogi albo dalej prosto wąską szosą albo przed cmentarzem skręcamy w prawo w kierunku starej Drogi Rzymskiej (Via Romana). Ja wybrałam tę drugą możliwość. Zatrzymuję się w alberdze  „O Candjo”, gdzie za miejsce w pokoju 4-osobowym płacę 10 euro.

Podobnie jak inni pielgrzymi, którzy zatrzymali się w tej niewielkiej alberdze, zamawiam obiad (dowożony przez hospitaliero). Spotykam tutaj ponownie Holenderkę Annelies (wyruszyła na Camino ze Słowacji) i Davida, który płaci za albergę, ale decyduje się na spanie w jednym z hamaków zawieszonych przed albergą. Prysznic, pranie i rozmowy pielgrzymów. Dzisiaj przeszłam 20 kilometrów, łatwym terenem, alelekko pobolewa mnie prawa noga – może to wynik wędrówki asfaltem? Do Santiago de Compostela jest już mniej niż 100 km!heart


Dodaj komentarz »

Tamara Frączkowska :: 10.08.2017 13:59
Droga do Lugo

Wychodzę z albergi w O Cadavo, gdy zaczyna wschodzić słońce. Piękny, jesienny świt 4  października 2016.

Droga z O Cadavo do Lugo jest łagodna – strome góry zostały już za mną. Tylko jeszcze dość strome podejście tuż za O Cadawo, a potem idę łagodnie, często wśród lasów, paproci i rozległych pól. Wokół widać pierwsze znaki jesieni.

 

 

 

 

 

 

Dochodzę do Villabade, nad którym góruje Sanktuarium Nuestra Senora del Carmen.

Niestety Sanktuarium jest zamknięte, ale obok stoi truck, przy którym robię sobie krótką przerwę na kawę i smaczną tortillę. Idę dalej. Mijam taki piękny dom.

Na noc zatrzymuję się w Castroverde, w nowoczesnej municypalnej alberdze (6 euro), położonej zaraz na początku miejscowości. Jest tu kościół pw. św. Jakuba – niestety zamknięty, a obok śliczna fontanna.

 

 

 

 

 

 

 

 

Późnym wieczorem alberga jest już pełna. Ze swojego górnego łóżka obserwuję pielgrzymów, a wśród nich tych, którzy szczególnie zapadli mi w pamięć.

David – Brytyjczyk romskiego pochodzenia, który opłacał miejsce w alberdze, żeby się umyć i coś ugotować, ale lubił spać przed albergąblush David to człowiek z duszą włóczęgi, bardzo otwarty i miły. Spotykałam go kilkakrotnie.

Ane z Holandii, która wędrowała z Oviedo, ale tylko do Lugo, bo nie miała urlopu. Poznałyśmy się jeszcze w Castro i z przyjemnością spotykałam ją w kolejnych albergachsmiley

Jean z Francji – sympatyczny student filologii polskiej na UJ w Krakowie. Polskiego uczył się dopiero czwarty rok, ale mówił znakomicie i był doskonale zorientowany w polskiej literaturze i sztuce – tej dawnej i tej współczesnej. Na moje pytanie, co spowodowało, że zaczął uczyć się języka polskiego odpowiedział: Chciałem nauczyć się jakiegoś języka, bo to lubię, i na chybił – trafił, pokręciłem globusemyes Jeszcze wypiliśmy razem, na drugi dzień rano, kawę w barze i… już się nie spotkaliśmy.

Na drugi dzień, po miłej porannej kawie i pogawędce z Jean’em, wyruszam dalej do Lugo. Jest 5 października 2016. Droga łagodna, czasem lasem, czasem szosą.

Widzę przed sobą, nowoczesne miejsce odpoczynku dla pielgrzymówsurprise Są tu automaty, gdzie można kupić coś do jedzenia, mikrofalówka, zlew z wodą, a w niektórych są nawet toalety (czyste!). Wygodne to, ale jakieś… za nowoczesne, jak na Camino.

W niektórych miejscach są też wyłożone sello, które możemy wbić sobie do naszych Credencial del Peregrino. Niestety są tacy, którzy kradną albo niszczą pieczątki – przykre.

Droga prowadzi cały czas na zmianę to ścieżkami to asfaltem. Miło jest, gdy na domach Hiszpanów widzimy elementy związane z Camino, a jest ich naprawdę dużo

Za mną 23 kilometry i już widzę przed sobą ponad 2-tysiącletnie Lugo. Sławne swoimi rzymskimi murami (ponad 2-kilometrowymi) i bramą, którą w IX wieku wkroczył do Lugo król Asturii Alfons II Wstydliwy podczas pielgrzymki do miejsca odnalezienia szczątków św. Jakuba. Ja również wchodzę tą bramą.

Zatrzymuję się w municypalnej alberdze (6 euro) i robię pranie w albergowej pralce automatycznejlaugh

Jest tu też Ana i razem spędzamy wieczór w pięknym Lugo. Najpierw Katedra Santa Maria z zachwycającą kaplicą Virgen de los Ojos Grandes (Matka Boska z Wielkimi Oczami).

 

 

 

 

 

 

Ana kończy w Lugo swoje Camino. Idziemy więc razem do miłe restauracji na Starym Mieście, jemy pyszny obiad i pijemy pyszne wino. Ana jest kiperem więc biedny kelner został szczegółowo wypytany zanim wino zostało wybranesurprise

Wieczorny powrót do albergi. Sen, jak zawsze, przyszedł bardzo szybko.


Dodaj komentarz »

Tamara Frączkowska :: 07.08.2017 20:07
Droga do O Cadavo

Obudziłam się bardzo wcześnie rano, 3 października 2016, w alberdze „Cantabrico” w A Fonsagrada. Było jeszcze ciemno, a ja już tak bardzo chciałam ruszyć w te strome góry. W alberdze powoli zaczynał się ruch. Po skromnym śniadaniu (takie są najczęściej na Camino) ruszyłam.

Ten odcinek (26 km) okazał się, w mojej ocenie, najtrudniejszy na całym Primitivo. Ale, jak to na Primitivo, w zamian za włożony wysiłek dostajemy cudowne widoki i poczucie własnej dzielnościheart

 

 

 

 

 

Na początku trochę asfaltu, lasów sosnowych i eukaliptusowych, a po kilku kilometrach zaczyna się wspinaczka w kierunku Montouto 1050 mnpm. I, jak to po wspinaczce, następnie jest ostre zejście do Paradavella. Wokół cudowne widoki i oczywiście smukłe wiatraki. Na tym odcinku przechodzimy przez wyjątkowe miejsce: rozległe pozostałości szpitala dla pielgrzymów z XIV wieku, który działał jeszcze do początku XX wieku! Miejsce to zrobiło na mnie wyjątkowe wrażenia. Poczułam wspólnotę z tymi dawnymi pielgrzymami, którzy tutaj znajdowali schronienie.

 

 

 

 

 

No, a potem, jakżeby inaczej, kolejna ostra wspinaczka. Dobrze, że nie padało bo byłaby to droga naprawdę niebezpieczna. A tak w ogóle to przez całe Camino św. Jakub zapewnił mi świetną pogodęyes Droga cały czas piękna, idę sama – bardzo rzadko mija mnie jakiś pielgrzym.

 

 

 

 

 

I jest! Przytulny bar! I jest radość!

 

 

 

 

 

Gdy przygotowywałam się do mojego Camino, z Hiszpanii docierały wieści o pożarach na Camino Primitivo. I rzeczywiście widać zniszczenia, które ogień spowodował w górach.

Do O Cadavo już coraz bliżej. Zmęczenie wynagradzają mi piękne widoki.

 

 

 

 

 

Jeszcze kilka kilometrów w dół i zmęczona widzę municypalną albergę, która jest zaraz na początku O Cadavo (6 euro). Jest już sporo pielgrzymów, ale wolne miejsca jeszcze są. Za to miejsca na sznurkach do suszenia wypranych ubrań, już nie ma. Mam na szczęście kawałek własnego sznurka, który przydaje mi się po raz pierwszy . Obok albergi jest kościół, a w nim wieczorna Msza, ale nie było na niej wielu pielgrzymów. Kolejny, piękny i trudny dzień na Camino. Następne odcinki będą już łatwiejsze – tak w każdym razie twierdzi mój przewodniksmiley


Dodaj komentarz »

Tamara Frączkowska :: 01.08.2017 21:25
Droga do A Fonsagrada

Droga z Grandas de Salime do A Fonsagrada nie jest łatwa. To ok. 30 km i strome podejście do Puerta del Acebo. Na początku, przez ok. 5 km, droga nie jest trudna. Jest bardzo ładna z rozległymi pastwiskami i polami.

Gdy tak idę podziwiając rozległe widoki, w głowie powolutku układa mi się plan. Nie chcę korzystać z busa. Chcę czuć ziemię pod stopami! Jednak obawiam się czy poradzę sobie na tym trudnym odcinku do A Fonsagrada. Decyduję, że zatrzymam się na noc w Castro i stamtąd wyślę plecak do A Fonsagrada. Decyzja podjętayes Idę więc spokojnie i z radością rozglądam się wokół. Czasami droga biegnie tuż przy oknach domków. A domków czasem pilnują... kotylaugh

Przede mną maleńkie Castro z jedną albergą „Recidencia Juvenil de Castro” (13 euro). Przytulną i klimatyczną. Jest też mały bar z bardzo dobrym jedzeniem i z czarna herbatą, o którą w Hiszpanii nie jest łatwosmiley

Dzisiaj już wiem dlaczego św. Jakub „zatrzymał” mnie w Castro. Poznałam tutaj wspaniałych pielgrzymówheart których wielokrotnie spotykałam potem w drodze. Włoszka Barbara, Holenderka Anne, Południowoafrykanka Corin, Hiszpanie Miguel i Dżordżi i osoba wyjątkowa: mieszkająca na Słowacji Holenderka Annelies, która wyruszyła na Camino ze Słowacji. Każda z tych osób wniosła coś dobrego i wyjątkowego do mojego pielgrzymowania. Długi dzień w Castro (byłam tu wyjątkowo wcześnie) upływa na spacerowaniu po pięknej okolicy, podziwianiu widoków, na rozmowach z pielgrzymami i na obserwowaniu… kotów.

Na drugi dzień, gdy jest jeszcze ciemno zaczyna się ruch w alberdze. Dobre śniadanie i wszyscy ruszamy do A Fonsagrada.

Dziwnie mi się idzie bez plecaka, ale droga jest trudna, stroma i długa. Cieszę się więc, że plecak sobie „pojechał”. A wokół mnie przepiękne widoki i smukłe wiatraki.

Wspinaczka na Puerta del Acebo. Zmęczenie. Ale przede wszystkim, jak co dzień, radość, że tu jestem.

Docieram do Puerta del Acebo i mijam niepozornie oznaczoną granicę pomiędzy Asturią i Galicją. Linia ułożona z kamyków, mała kamienna tablica i flaga.

Jakże to miejsce różni się od efektownego, dużego, kamiennego postumentu na granicy pomiędzy Kastylia-Leon i Galicja (Camino Frances).

Od tej pory uwaga: muszelki są odwrócone w stosunku do asturiańskich (i każdych innych w Europie). Teraz to ramiona muszelki wskazują kierunek. Można łatwo pomylić się. Na szczęście często pojawiają się jednoznaczne żółte strzałki.

Zmęczona z przyjemnością zatrzymuję się w małym barze El Acebo – podobnie jak inni pielgrzymi. Do A Fonsagrada mam jeszcze jakieś 12 kilometrów czyli ponad połowa drogi za mną.

A Fonsagrada! Jestem u celu! Zatrzymuję się w naprawdę ładnej alberdze „Cantabrico” (10 euro) i z radością widzę, że przy recepcji czeka mój przyjaciel Deuterlaugh

A wieczorem, w przemiłym gronie pielgrzymów poznanych w Castro, kolacja i pulpa (ośmiornica). Pulpę jadłam w 2013 roku w O Cebreiro (Camino Frances) i nie smakowała mi. Tutaj jest zupełnie inaczej przyrządzona i jest naprawdę smaczna. Jutro kolejny trudny odcinek - do O Cadavo.

 


Dodaj komentarz »